Bez dalszego przeciągania...
"UNDRESSED" PART II
Minęły jakieś 2 godziny od czasu, gdy, wróciwszy ze swych zwykłych, nudnych, czwartkowych zajęć, Marie wyciągnęła swój aparat i z przymrużonymi oczami patrzyła na wyświetlacz. Fakt, że ukazywał on jedynie dłoń zaciśniętą na krawędzi biurka i nadgarstek ozdobiony Rolexem nie dodawał sytuacji normalności. Był jednak powodem pięciokrotnego budzenia się tej nocy i 3 upomnień w trakcie zajęć. A główną, komentującą myślą było: "Co ja jutro, do cholery, zrobię?"
* * *
- Kolejną osobą, którą poprosimy, będzie...
"Nie rób tego, błagam, nie rób tego." - Rie szeptała te słowa jak modlitwę od czasu, gdy Dunhill zaczął przeglądać zdjęcia i prosić autorów o komentarz do nich. To nie powinno być trudne. I nie byłoby, gdyby, do diabła, nie oddała mu fotografii jego dłoni. Wciąż nie miała pojęcia, gdzie wybrał się jej mózg w tamtym momencie. Ale zamiast zrobić nowe zdjęcie, przesiedziała całe wczorajsze popołudnie wgapiając się w ekranik swojego Nikona. A rano nie miała już wyboru. Przed wyjściem z domu zmieniła tylko kolory zdjęcia na czerń i biel i odrobinę je wzmocniła, uwypuklając kontrast, po czym zrzuciła obrazek na pendrive'a z tytułem "zaliczenie".
A teraz siedziała, ponownie na końcu sali, modląc się do każdego boga, jakiego znała, by nie zatrzymywał się przy jej pracy. Bogowie jednak się na nią wypięli. Znacie powiedzenie, że nieszczęścia chodzą parami? Cóż, skoro ona była jednym, to znaczyło,że potrzebowała...
- ...oh, może panna Lawson.
... partnera. JASNA PIEROŃSKA I STU MILICJANTÓW.
Z policzkami płonącymi jak piwonie, Rie podniosła się z miejsca i popatrzyła na wielką tablicę, na której teraz wyświetliło się jej zdjęcie. Przysięgła sobie nie spojrzeć na profesora.
- Prosimy, schemat odpowiedzi już znasz- dlaczego akurat ta część ciała, dlaczego w tej sytuacji i dodatkowe informacje. Może na przykład podzielisz się z nami, kogo fotografowałaś, Maria.
Jej przysięga o niepatrzeniu poszła na numerek w krzaki wraz z jej elokwencją. Ale no naprawdę, każdy, zobaczywszy ten Czerpię-Sadystyczną-Przyjemność-Z-Doprowadzania-Cię-Do-Szaleństwa uśmiech, dostałby małpiego rozumu. Pomijając fakt, że do skraju obłędu doprowadzało ją słuchanie swojego imienia wymawianego jego ustami w ten specyficzny sposób, to również nikogo nie pytał o to, kto był modelem. Wredny sukinsyn.
Jednak nie bez kozery nosiła nazwisko Lawson. Głęboki wdech i ... akcja.
- Jeśli jeszcze ktoś tego nie zarejestrował, na moim zdjęciu widoczna jest męska dłoń. Sposób jej zaciśnięcia i napięcia mięśni może świadczyć o braku opanowania tej osoby, o braku możności pohamowania takich emocji jak gniew, chorobliwa ciekawość czy...
- Pożądanie?
Komentarz Dunhill'a wywołał gwizdy chłopców i chichot dziewcząt w sali. Rie nie opuściła jednak gardy.
- Tak, pożądanie. Zwykle pożądamy niemożliwego, a ten konkretny mężczyzna ma zapewne problemy z poskromieniem nie tylko języka, ale również innych..hmm, giętkich części ciała.
Podkreślając ostatnią część zdania pozwoliła sobie na triumfalny, nieco zuchwały uśmiech. Tak, zwycięstwo!
Nie doceniła jednak przeciwnika.
- Biorąc pod uwagę tematykę, jaką poruszyłaś, mam wrażenie, że spodoba Ci się nowy temat, Maria.
Wraz z ostatnim słowem, Dunhill nacisnął przycisk pilota, a na tablicy, zamiast jej zdjęcia, wyświetliło się zdanie: Człowiek bez tajemnic - akt.
Asymetryczny uśmiech profesora, kiedy ten wrócił do niej wzrokiem, powiedział jej, że ta wygrana właśnie okazała się porażką.
* * *
- Nie wierzę!
- To uwierz!
Rie siedziała na murku przy wejściu szkoły, z telefonem przy uchu, ciesząc się nielicznymi promieniami słońca przebijającymi się przez ciężkie październikowe chmury.
- Kogo sfotografujesz?
Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie ani Claudii, ani samej sobie. Właśnie opowiedziała przyjaciółce swoje traumatyczne przeżycie z ostatnich zajęć fotografii.
- Rie?
- Nie mam pojęcia.
Usłyszała westchnięcie w słuchawce.
- Wiesz, że bym to dla Ciebie zrobiła, gdybym nie była akurat w drodze na drugi koniec kraju.
- Wiem, wiem.Nie mam żalu, czy coś. Mam po prostu przejebane.
Przez chwilę nie słyszała odpowiedzi. A potem...
- Wiesz, że masz chętnego modela, prawda?
Marie przygryzła wargę tak mocno, że poczuła krew na języku.
- Claudia, chyba nie mówisz poważnie.
- Cholernie poważnie. Dziewczyno, wiesz, co ja bym dała, żeby zobaczyć go bez ciuchów!?
Wiedziała, że mówienie Claudii o, hm.. propozycji, którą złożył jej profesor nie było dobrym pomysłem.
- Pozwól, że po raz 174 wyjaśnię Ci, dlaczego to jest głupi pomysł. Po 1., jest moim wykładowcą. Po takiej sesyjce na każdych zajęciach wyobrażałabym go sobie bez spodni. Po 2., jeśli ktoś z góry by się o tym dowiedział, on straciłby pracę, a ja szkołę. I po 3., jest cholernym kretynem i muszę się powstrzymywać, żeby mu nie zmasakrować tej ładnej buzi, za każdym pieprzonym razem, kiedy go widzę.
Po tym monologu wystąpiły 3 sekundy przerwy. 5 sekund. 10. Przy 20 nie wytrzymała:
- Claudia, powiedz coś, do cholery!
- Poczekaj, szukam dla Ciebie psychiatry.
Marie była pewna, że pokruszyła sobie zęby, tak mocno nimi zazgrzytała.
- Nienawidzę Cię.
- Gówno prawda. Posłuchaj, RieRie, nawet Ty wiesz, że te powody to tylko Twoje wymówki, żeby nie pójść i nie zobaczyć trochę gołego, polukrowanego ciasteczka.
- O Boże, czy Ty właśnie nazwałaś go ciasteczkiem?
- Polukrowanym. Tak.
- Polukrowanym ciasteczkiem. Ok. Wiesz co, to może lepiej ja poszukam dla Ciebie psychiatry.
- Rie...
- Weź swoje leki, skarbie.
Z tymi słowami rozłączyła się i spojrzała z wyrzutem na telefon, jakby to urządzenie kazało jej uwieczniać nagość wykładowcy. Zbyt zajęta opisywaniem Claudii w myślach każdym przekleństwem, jakie znała, nie zwróciła uwagi na podejrzany ośrodek ciepła za jej plecami.
- Polukrowane ciasteczko, hm?
Głęboki tembr jego głosu tak ją zaskoczył, że w pierwszym odruchu szarpnęła się w tył i wylądowałaby plecami na trawie, gdyby nie podtrzymały jej silne ręce.
- Ostrożnie.
Szybko usiadła prosto i odwróciła głowę tak szybko, że prawie wypadła jej z zawiasów.
- Co Pan tu robi?
Kolejny uśmiech z całego arsenału, jaki posiadał, wykrzywił jego wargi.
- Przypadkiem usłyszałem, jak prowadzisz tak ekscytującą rozmowę, że chciałem się dołączy, dopóki nie uświadomiłem sobie, że jest o mnie.
Odebrało jej mowę. Jak długo jej słuchał? Nie miała nic na swoją obronę.
- To niegrzeczne podsłuchiwać czyjeś rozmowy.
- Tak samo jak niegrzeczne jest ignorowanie.
- Nie ignoruję Pana. - Jakby to było możliwe w jakimkolwiek wszechświecie.
- Ale ignorujesz mądre słowa koleżanki, która próbuje Cię namówić na pozyskanie modela.
Prychnęła.
- Ona po prostu zapomniała dziś swoich leków dla inteligentnych inaczej, przejdzie jej.
Jedyną jego odpowiedzią było uniesienie brwi.
- Mogę zadać Ci pytanie, Maria?
Ugh, znów to imię. Naprawdę zaczynała kochać sposób, w jaki brzmiało i jej jednocześnie nienawidzić się za to.
Skinęła głową.
- Który z powodów jest najważniejszy?
Przełknęła ślinę, wciąż patrząc na niego bez słowa. Jak długo on tu, do cholery, stał? Zastanawiając się nad odpowiedzią zwilżyła językiem wargi. Zrozumiała swój błąd w chwili, gdy jego zabójczo błękitne tęczówki skupiły się na jej ustach. Odchrząknęła, próbując zwrócić jego uwagę ponownie na rozmowę.
- Myślę, ze każdy jest równie ważny - wydusiła w końcu.
- Dlaczego mnie nienawidzisz?
To pytanie ją zaskoczyło. Nienawidziła go? Nie, nie nienawidziła go. Mimo, że czasem, ok, że bardzo często chciała mu zrobić krzywdę, to nie była nienawiść.
Zanim jednak zdążyła się nad tym zdziwić na głos, jej uszu dobiegł krzyk: "Cześć, Mała!", a zaraz potem poczuła na policzku mokry całus.
- Max.. um, hej.
Chłopak wyszczerzył do niej zęby, a potem skierował wzrok na profesora, jakby dopiero teraz go zauważył.
- Oh, dzień dobry, Panie Dunhill.
- Panie Cowell.
Nie wiedzieć czemu, w głosie błękitnookiego fotografa zabrzmiała drwina. Brwi Marie powędrowały do góry. Max chyba również zauważył, że coś jest nie tak, bo zapytał:
- Mam nadzieję, ze nie przeszkadzam?
Wreszcie odzyskawszy zdolność mówienia, Rie spojrzała na blondyna.
- Nie, my właśnie skoń...
- Ta rozmowa nie jest skończona, Maria. Skontaktuję się z Tobą w celu wyjaśnień.
Z tymi słowami i ostatnim, niezbyt przyjaznym spojrzeniem skierowanym na Maxwell'a, Dunhill poprawił listonoszkę wiszącą na jego ramieniu i odwrócił się, by po chwili zniknąć w głębi budynku.
- O co tu chodzi?
Wciąż siedząc na murku, Marie wpatrywała się w drzwi, w których zniknął mężczyzna.
- Żebym toja wiedziała...
Written by Noctia "Nox" Suavis.
Hope you enjoyed.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz