piątek, 17 stycznia 2014

septem #

Część czwarta już się produkuje, tak dla informacji tych niecierpliwych. ( kckckcC. ♥ ) A teraz, proszę o fanfary dla William'a ...
PS Kocham moją betę. O. ♥


"UNDRESSED" PART   III

- Marie, stolik pod oknem!
- Idę, idę!
Chociaż łatwiej byłoby się tam doczołgać. Była już prawie 23:00, co znaczyło, że od 5 godzin biegała w tych pieprzonych szpilkach i krótkiej sukieneczce, kelnerując samotnym zrzędom, typom, których nie chce się spotkać w ciemnej uliczce albo zbyt nachalnym podrywaczom. Niestety, klub Black Star, w którym pracowała, przyciągał właśnie taką klientelę.
"Czego się nie zrobi dla pieniędzy w czasach kryzysu" - pomyślała męczeńsko, po czym, z notesem w ręce,powędrowała do stolika najbardziej oddalonego od baru. Stojąc przed klientem spodziewała się natomiast każdego, ale nie jego. Wykreślcie tą część, w której mówiła o samych zrzędach, nie-przyjemniaczkach i lowelasach w klubie. Czasem przybywali tu również młodzi i przystojni profesorowie fotografii. Niech szlag wszystkich młodych i przystojnych profesorów fotografii. Zwłaszcza tych z 250-kilowatowymi uśmiechami.
- Maria, jak miło zobaczyć Cię ponownie. I chociaż nie spodziewałem się spotkania, to jednak muszę pogratulować sobie pomysłu wyjścia z domu.
Taak, wydawał się być naprawdę zadowolony ze swoich planów na wieczór, zwłaszcza, gdy przeskanował wzrokiem całą jej sylwetkę, od wysokich szpilek, przez czarną sukienkę z krótkim rękawem oraz w pół uda, z białym kołnierzykiem i fartuszkiem, po zarumienione policzki i rozchylone usta.
"Oddychaj, Rie, oddychaj, wdech, wydech, to tylko klient, tylko klient.."
Poczuła się naga.
- Panie Dunhill...
To były jedyne słowa, które potrafiła wydusić. Proces mówienia okazał się zbyt skomplikowany, zbombardowany przez elektryczne spojrzenia niebieskich oczu.
Ton jego głosu wskazywał jednak na coś zupełnie odmiennego niż elektryczność.
- Oh, proszę, mów mi William, nie jesteśmy na uczelni.
Zanim jednak zdążyła ochłonąć i ucieszyć się z chłodniejszej, nonszalanckiej odpowiedzi, wykładowca dodał:
- Nie ukrywam, że to miejsce podoba mi się bardziej.
Gdy mówił, jedna z jego brwi powędrowała w górę, a wzrok zsunął się na wysokość koronkowego zakończenia spódniczki.
Okej, chyba jednak nie ma co liczyć na dunhillowe braki w dostawie prądu.
A w ogóle, to chyba złoży zażalenie dotyczące stroi.
Odchrząknęła, starając się wyglądać opanowanie.
- Co mogłabym Panu podać, profesorze?
Zapytała najbardziej profesjonalnym tonem, na jaki ją było stać, celowo podkreślając jego tytuł. Jego uśmiech poszerzył się nieco, dając jej znak, ze zrozumiał. Świetnie, mission complete.
Ciągle jednak zapominała, ze w tę grę grają dwie osoby. Dunhill oparł łokcie na stoliku, po czym pochylił się w jej stronę,opierając podbródek na splecionych dłoniach. Marie niechętnie zauważyła, jak piękny kolor mają jego oczy w ciemnych ramówkach rzęs oraz cieniach spowodowanych przez  przyciemnione światło.
- Co możesz mi zaproponować, Maria?
U-oh. Dlaczego miała wrażenie, że nie pyta o funkcje z menu?
- Pablo robi świetne drinki o nazwie Milky Way, ale nikt nie m pojęcia, co się w nich znajduje, więc nie mogę za nie ręczyć.
Miała wrażenie, ze jego oczy zabłyszczały błyskawicami, gdy to usłyszał.
- Uwielbiam nowe... smaki.
Wziuuu! Właśnie odessano cały tlen z planety Ziemia. Awaria, awaria, temperatura wzrasta w zastraszającym tempie, proszę zadzwonić po straż pożarną.
Wzięła głęboki, głęboooooki wdech.
- Czy to wszystko?
- Na razie.
Skinęła głową, po czym, wykonawszy na palcach piruet jak rasowa baletnica, szybkim krokiem oddaliła się, by zrealizować zamówienie.
Poprosiła Pablo o drinka, w międzyczasie zastanawiając się, co się z nią, u diabła, dzieje. Jeszcze nigdy nie czuła się w towarzystwie mężczyzny tak niepewnie, nie wspominając o tym, że przy nikim nie musiała brać tyle głębokich, uspokajających wdechów.
Znaczyło to mniej więcej tyle, że jej profesor jest ucieleśnieniem jej najgorszego koszmaru - nieziemsko przystojny, nieosiągalny i onieśmielający. I podczas, gdy jej racjonalny umysł skupiał się na dwóch ostatnich przymiotach, jej wewnętrzna kobieta desperacko chciała skosztować jego męskości.
Rie naprawdę zaczynała rozważać terapię antyseksualną.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Pablo, meksykańskiego barmana, który był dla wszystkich w klubie jak dobry wujek. Który pozwala pić tequillę.
- Czy coś się stało, pequeña*?
Wyraz troski na jego twarzy i pieszczotliwe określenie ją wzruszyły. Uśmiechnęła się.
- Wszystko w porządku, Pablito. To był po prostu długi dzień. 
- Claro*. Na szczęście zaraz kończymy i czeka na nas łóżeczko i siesta*. 
"Albo łóżeczko i ... NIE! O CZYM TY MYŚLISZ, DZIEWCZYNO!?" - warknęła na siebie w myślach, stawiając szklaneczkę z alkoholem na tacy. Najgorsze było to, ze wizja nie-odpoczynku z pewną osobą wydała jej się bardzo kusząca. Niech szlag trafi hormony. 
Klucząc między stolikami umyślnie szła wolno, pozwalając sobie na obserwację Dunhill'a, którego wzrok był teraz skupiony na scenie i grającym na niej zespole. Wydawał się być rozluźniony, jego marynarka wisiała na oparciu krzesła, a rękawy białej koszuli podwinął do łokci i odpiął guziki przy kołnierzyku. Całości dopełniały ciemne jeansy. Wyglądał jak młody, zadowolony z  życia mężczyzna, którym bez wątpienia był. Kiedy dostrzegła na jego prawym nadgarstku tego samego Rolexa, którego uwieczniła na zdjęciu, jej czerwone wargi wygiął uśmiech.  Pewniejszym niż wcześniej krokiem podeszła do jego stolika i postawiła przed nim drinka. 
- Milky Way dla Pana.
Jedyną odpowiedzią był jego uśmiech i krótkie spojrzenie, po czym przechylił szklaneczkę, wzrokiem wracając do występu. Grr, teraz,gdy wreszcie zebrała się na odwagę, jemu odechciało się rozmów? Karma to suka.
Nie mogła jednak dać za wygraną. 
Odchrząknęła cicho, chcąc zwrócić jego uwagę. 
Sukces! Jego tęczówki odnalazły jej ponad krawędzią szklanki. 
- Mogę w czymś pomóc?
Zapytał z enigmatycznym uśmiechem.
"W sumie, to mógłbyś..." - jej ultraerotyczna podświadomość powinna wziąć urlop. Najlepiej dożywotni.
Starając się nie myśleć o niczym zdrożnym, powiedziała pierwszą rzecz jaka przyszła jej do głowy.
- Nie nienawidzę Pana.
Jego brwi powędrowały w górę i już wiedziała, ze go zaskoczyła.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Bo Pan...
- William.
-...Pan pytał - dokończyła, nie zważając na jego słowa.
- Owszem, pytałem, ale nie sądziłem, ze mi odpowiesz.
- No cóż, szczerze mówiąc, ja też nie sądziłam, że Panu odpowiem.
- Więc czemu to zrobiłaś?
Czemu to zrobiła? Sama nie wiedziała. Chociaż...
- Chciałam zwrócić Pana uwagę.
- Nie musisz zwracać mojej uwagi, queridisima*, poświęcam Ci ją w 100% od dnia, kiedy zobaczyłem Twoje czarno-białe zachody słońca.
Ooo.
Tego się nie spodziewała. 
- Zaskoczona?
W tonie jego głosu słychać było rozbawienie, chociaż twarz zdobił mu tylko nikły uśmiech.
- Tak - odpowiedziała, zgodnie z prawdą.
- Nie powinnaś być. Jesteś zagadką. Nie mogę znaleźć nic na Twój temat poza podstawowymi danymi, a uwierz, że szukałem. - "Szukał!" - To mnie fascynuje. Również to, że w obecności innych osób zachowujesz się inaczej niż przy mnie. I to, jak postrzegasz fotografię.I to, ze masz takie świetne nogi. - "Świetne nogi!" - Naprawdę, powinnaś nosić tylko sukienki. Ale wiesz co najbardziej mnie dręczy?
Pokręciła przecząco głową. Żar w jego oczach i mowie wysuszył jej język. 
- Najbardziej dręczy mnie pytanie, dlaczego nie chcesz mnie sfotografować, mimo, że twierdzisz, iż mnie nie nienawidzisz. 
Po 3 głębokich wdechach (kolejnych!)i kilku uderzeniach serca (tak mocnych, że aż bolało), Rie zdołała odpowiedzieć.
- Chciałabym to zrobić.
Jego tęczówki zapłonęły w tym momencie ogniem gorętszym od dziewiątego kręgu piekła.
- Co zrobić?
Sadystyczny skurwiel.
- Sfotografować Pana.
- Więc dlaczego tego nie zrobisz?
Pytanie za 100 punktów. Końcówką języka zwilżyła wargi.
- Bo się boję.
Jego wstrzymany oddech powiedział jej, że po raz drugi tego wieczoru naprawdę go zszokowała. Uhu, wygrana. Jego głos był zduszony, gdy odpowiadał.
- Mnie?
Skinęła głową.
- Nic Ci nie zrobię, Maria.
3...2...1...
- Właśnie tego się boję.
Ze spostrzegawczością artysty dostrzegła, jak jego źrenice rozszerzają się na tle błękitu tęczówek. 
Osiągnęła niemożliwe. Dunhill zaniemówił.
Wpatrywali się w siebie przez kilka sekund, po czym, drugi raz tej nocy, Marie odwróciła się z zamiarem odejścia. Tym razem zatrzymały ją jednak silne dłonie, które chwyciły jej biodra.
Ciepły oddech musnął jej ucho i nagle wszyscy ludzie w klubie - ba! w kosmosie - przestali istnieć. Ziemia stanęła. 
- O niee, mi dulce*, nigdzie nie pójdziesz. Chcę usłyszeć, czemu nie powiedziałaś mi o tym od razu.
- Ale...
- Żadnego "ale". Odpowiedz.
On tak serio!?
- Panie Dunhill...
- Czy jak w Ciebie wejdę, to też będziesz mnie nazywać Panem Dunhill'em? 
Szczęka opadła jej na podłogę, ale on zdawał się tego nie zauważać. W każdym bądź razie, kontynuował.
- Wiesz, to mogłoby być nawet zabawne, słyszeć "szybciej, Proszę Pana, mocniej, Proszę Pana!" Chcesz tak mówić?
Nie doczekawszy się odpowiedzi, po kilku sekundach mocniej chwycił jej biodra i przyciągnął do siebie, tak, ze poczuła na pośladkach jego...NAJŚWIĘTSZA MARYJO DZIEWICO. Najwyraźniej nie tylko Ziemia stanęła.
- Nie powtórzę pytania drugi raz - szepnął wprost do jej ucha.
- Nie.
- Nie?
- Nie chcę tak mówić... Williamie.
Poczuła na skórze jego uśmiech. Jej też podobał się smak tego imienia na języku.
- Grzeczna dziewczynka. A teraz wracaj do pracy. Zadzwonię jutro.
Po tych słowach złożył lekki pocałunek za jej uchem, opuścił ręce i wrócił do swojego stolika, zostawiając zapłatę oraz zabierając marynarkę. Następnie posłał jej ostatnie spojrzenie, po czym z uśmiechem sfinksa mruknął: "Adios, linda*" i zniknął, zostawiając 169cm rozedrganych kobiecych hormonów na parkiecie Black Star.




Copyright © Noctia "Nox" Suavis
hope you enjoyed.


Przypisy:
Jako, że posłużyłam się kilkoma wyrazami obcego pochodzenia, chciałabym je wyjaśnić, by nikt nie musiał szperać w translatorach...
pequeña - (hiszp.) mała, maleńka;
claro - (hiszp.) jasne, oczywiście;
siesta - (hiszp.) drzemka, odpoczynek;
queridisima - (hiszp.) najdroższa;
mi dulce - (hiszp.) moja słodka;
adios - (hiszp.) żegnaj, do widzenia;
linda - (hiszp.) urocza, słodka, śliczna;
 

2 komentarze:

  1. Moja ulubiona pisarka <3
    ahhh, umiesz podziałać na wyobraźnię. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg. Zgadzam sie w 100% z Paulina ah czekam na nastepna czesc i oby byla szybko :*

    OdpowiedzUsuń