Po drugie chcę szybko wspomnieć, że zdjęcie zrobione dziś rano w mojej genialnej szkole :D Ludzie i ich brak mózgu >>>> świat.
A teraz, read & enjoy.
UNDRESSED PART V
W zamule swojego podniecenia Marie zdołała docenić wszystkich
niewidomych, za to, że potrafili żyć mając ciemność przed oczyma 24/7, bo ona,
przyklejona ustami i rękami do William’a, zaliczyła sofę, dwie ściany i drzwi,
nim wreszcie zdołała odnaleźć drogę do swojej sypialni. Co zakrywało o absurd i
dzięki Bogu, że nie miała czasu się nad tym zastanawiać, bo jej policzki
płonęłyby jak dwa zachodzące słońca. Zamiast tego skupiała się na tym, by ustać
na nogach, w czym bardzo pomagały jej owinięte wokół jej talii ramiona, bo
jakimś magicznym sposobem język William’a poruszający się w jej ustach
zamieniał twarde kości w ciecz. To było wspaniałe uczucie, dopóki…
Ugh.
Jej głowa lekko odskoczyła, kiedy, chyba nie zdając sobie sprawy ze swojej siły, William pchnął
ją na ścianę, ledwie omijając stojącą obok komodę, na której położył rękę.
Drugą trzymał na chłodnym tynku, na wysokości jej bioder. I tak oto znalazła
się w klatce jego ciała i ściany.
Z pochyloną głową, czołem opartym o jej i urwanym oddechem
wyglądał jak głodujący, który zobaczył tort czekoladowy.
-Co się stało? – szepnęła w końcu, kiedy cisza się przedłużała, a
on schował swe morskie oczy za kurtyną rzęs. Jabłko Adama w jego gardle
poruszyło się na chwilę przed odpowiedzią, a Rie zastanawiała się w myślach,
jaką trzeba być idiotką, żeby zwracać uwagę na takie rzeczy i dodatkowo uważać
je za niebywale seksowne.
Grr, ten facet doprowadzi ją na skróty do psychiatryka.
- Powiedz mi.
Hmm… może doprowadzi ją do psychiatryka nie tylko swoim boskim
wyglądem, ale też irytującym sposobem bycia. Pomodliła się o cierpliwość.
- Co mam Ci powiedzieć?
Jego powieki uniosły się i te błyskawice w jego oczach, które
pierwszy raz poraziły ją w klubie, zrobiły to ponownie.
- Powiedz mi, że już się nie boisz. Że nie masz wątpliwości. Że
to, że jestem Twoim wykładowcą i przy tym popieprzonym kretynem nie ma znaczenia – nabrał powietrza
w płuca, czyniąc swoją imponującą klatkę piersiową jeszcze bardziej imponującą.
– Powiedz mi, że jesteś moja.
U-oh.
To było… było…
U-oh.
Zsunęła swój wzrok na jego usta, a potem niżej, niżej, aż na
wybrzuszenie w jego ciemnych jeansach. Nie mogąc się powstrzymać, przesunęła
dłonią po całej jego długości, od początku do końca, zatrzymując palce na
masywnej klamrze paska. Z satysfakcją zanotowała w pamięci jego wstrzymany
oddech i mimowolny ruch bioder w kierunku jej dłoni. Ponownie spojrzała mu w
oczy, dostrzegając w nich bolesne wręcz pożądanie. Nie mogła odpędzić się od myśli,
że wyglądał cholernie uroczo, kiedy próbował odzyskać nad sobą kontrolę, ale
prędzej oddałaby swój aparat niż to przyznała.
-Wiesz to, William. Wiesz, że masz mnie od chwili, kiedy… - już
miała powiedzieć wszedłeś do mojego domu, ale uświadomiła sobie, że to byłoby
wierutne kłamstwo. – Tak naprawdę to masz mnie od chwili, kiedy zwymyślałeś mi
za spóźnienie na pierwsze zajęcia.
Odpowiedział jej czymś pomiędzy jękiem a mruknięciem.
„Cholera, nie zdawałam sobie sprawy z własnej mocy” – pomyślała,
zaskoczona, jak bardzo na niego działała. No, ale przecież działało to w dwie
strony.
- Doprowadzasz mnie do szaleństwa – warknął w końcu, ale zamiast
się przestraszyć, albo chociaż zaniepokoić, poczuła się tylko bardziej
podniecona. Mogłaby się założyć, że kiwnąłby palcem, a ona już miałaby orgazm…
To było trochę niepokojące, jak szybko się od niego uzależniała.
Ok, to było bardzo niepokojące i jedyne, co ją w tym wszystkim
pocieszało, to uczucie jego twardego penisa uciskającego jej brzuch, bo to
znaczyło, że on również miałby orgazm, gdyby kiwnęła palcem. Tyle, że miałoby
to bardzo dosłowne znaczenie.
Podsumowując, jeśli żadne z nich nie wybuchnie tej nocy, to będą
to zawdzięczać opatrzności boskiej.
- I vice versa, profesorku – odpowiedziała szeptem, po czym kolejny
raz dał jej zaznać cudownego smaku swojego języka, a jakby dla potwierdzenia
jakiejś racji znanej tylko jemu, długim
ruchem otarł się o nią swoją męskością, co oboje skomentowali głuchym jękiem,
tonącym w ich ustach.
Ale to było za mało.
Oh, jak bardzo za mało.
Kiedy, z pomocą zwinnych, silnych dłoni William’a, Marie owinęła
swoje nogi wokół jego talii, zaczęła przeklinać materiał ich ubrań za to, że
nie pozwalał jej go poczuć.
Musiała powiedzieć to głośno, bo wyczuła uśmiech na jego ustach
pod swoimi wargami.
- Poczujesz mnie, mi dulce, poczujesz mnie tak mocno i tak
głęboko, że wciąż będziesz mnie czuć, gdy już stąd wyjdę.
Ooo.
Ok, podobał jej się ten plan.
Poczuła pod plecami miękkość pościeli (kiedy, do cholery, ruszyli się spod ściany?), a za chwilę jego
ręce zręcznie pomagały jej się pozbyć części garderoby, tak, że leżała w samych
majteczkach, z nogami rozrzuconymi na boki i pozwalała mu patrzeć na siebie w
sposób, w jaki ona patrzyła na szpilki Jimmy’ego Choo. I chociaż czuła, jak
bardzo gorące jest jej ciało i jak płoną jej policzki, nie była zażenowana ani
onieśmielona. Wręcz przeciwnie, pod dotykiem jego spojrzenia czuła się jak
dzieło sztuki.
I niech ją cholera i dziewięć kręgów piekła, jeśli to nie było
najlepsze uczucie na Ziemi.
Kiedy William przestał dotykać ją wzrokiem, a zaczął ustami,
jedyną zabłąkaną myślą, jaka kołatała się w jej głowie, było „więcej”. Więcej
rąk. Więcej ust. Więcej czułych słówek szeptanych tuż przy jej nagiej skórze.
Więcej William’a.
Więcejwięcejwięcej.
Jęknęła, a jej plecy wygięły się w łuk, kiedy chwycił w zęby jej
sutek. Trochę zabolało, ale po chwili zęby zostały zastąpione przez język i ból
stał się o tyle gorszy, że przestał mieć podłoże fizyczne. No, chyba, że można opisać pożądanie jako ból
fizyczny i …
- Oh!
Jej ciało zadrgało, gdy przeszedł przez nie orgazm, wywołany przez
chłodne dmuchnięcie na jej mokre od śliny i wrażliwe piersi.
Podpierając się na dłoniach po obu stronach jej głowy, William
zawisł z twarzą oddzieloną od jej o oddech. Jego boskie, grzeszne usta wyginął
uśmiech sfinksa.
- Kto by pomyślał, że Twoje ciało, w przeciwieństwie do umysłu,
odda mi się tak szybko.
Jej krew zagotowała się gniewem. Jak on śmie, do cholery, najpierw
doprowadzać ją do orgazmu, a potem jej to wypominać?!
Położyła dłonie na jego klatce piersiowej i z zaciśniętymi ustami
starała się go od siebie odepchnąć.
Tsaa, szkoda tylko, że nie chodziła na siłownię. Od, powiedzmy, 5 lat. Wtedy, gdyby go
popchnęła, może by drgnął. Teraz zyskała jedynie kolejny dowód na siłę jego
mięśni i zarobiła kolejny irytujący uśmieszek, zanim opuściła się na rękach,
nakrywając jej ciało swoim i przesuwając ustami wzdłuż kości jej szczęki, aż do
pulsu wyczuwalnego za uchem. Przymknęła oczy, gdy pogładził to miejsce
językiem.
- Queridisima, to, że mi się oddałaś, to było najlepsze uczucie w
moim pieprzonym życiu.
Przygryzła wargę, żeby nie westchnąć i nie zdradzić, jak bardzo
spodobały jej się te słowa.
- Wciąż Cię nie lubię.
Wiedziała, że się uśmiechnął, kiedy chwycił w zęby jej ucho.
- Wkrótce pokochasz – szepnął tak cicho, że ledwie go usłyszała, a
potem zamknął jej usta w swoim, nie pozwalając jej odpowiedzieć i dając jej
najbardziej namiętny pocałunek, na jaki stać człowieka. Przyciągała go bliżej
do siebie, trzymając dłonie na jego szerokich plecach, chcąc czuć go w swoich
ustach mocniej, głębiej, dłużej, ale…
Szarpnęła jego sweter.
- Zdejmuj to. – warknęła. Bo chociaż wełna kardiganu przyjemnie
ocierała się o wzgórza jej piersi, a granatowy pięknie podkreślał kolor jego
oczu, teraz miała to gdzieś, a ostatnim czego chciała od tego ubrania, to żeby
wciąż opinał ciało William’a.
- Rozkaz, Proszę Pani – zaśmiał się, słysząc ton jej głosu, po
czym odchylił się na kolanach i płynnym ruchem ściągnął z siebie najpierw
sweter, a potem T-shirt i… o Adonisie, Apollu i wszyscy inni bogowie piękna –
jesteście zwolnieni.
Była fotografem ( co prawda początkującym, ale jednak ), a poza tym
wielką entuzjastką sztuki, więc widziała tysiące, jeśli nie miliony rozebranych
facetów na różnego rodzaju zdjęciach czy obrazek, ale, niech Bóg ma ją w
opiece, nigdy wcześniej nie czuła się tak, jakby ujrzała kawałek nieba.
Najwidoczniej Gwiazdka tego roku odbędzie się 3 miesiące wcześniej.
William natomiast najwidoczniej stwierdził, że za długo przebywał
w zbyt dużej odległości od niej, bo ponownie ułożył się wzdłuż jej ciała, a
ona, dzięki pomocy Niebios ( lub Piekieł ), mogła rozkoszować się dotykiem jego
skóry.
- O czy myślisz?
- O tym, że chcę, żebyś był moim prezentem gwiazdkowym.
Znów się roześmiał, wprawiając w drżenie również jej ciało. Kto by
pomyślał, że jest taka zabawna?
Grr. Nie chciała być zabawna.
Chciała dostać swój prezent i się nim pobawić.
- Uważasz, że to śmieszne?
- Uważam, że to urocze – skwitował tą uwagę cmoknięciem w nos.
Uniosła brew, powstrzymując się przed uśmiechem.
- Więc zgadzasz się?
- Mógłbym być Twoim prezentem na Gwiazdkę, Wielkanoc, urodziny,
imieniny, Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Rolnika, Piekarza, Młynarza, Pierwszy
Dzień Wiosny, Lata, Jesieni i Zimy, mi linda i to byłoby coś, na co nigdy bym
nie narzekał.
Wow.
Nie dość, ze wreszcie udało mu się powiedzieć coś mądrego, to
jeszcze była to najbardziej romantyczna rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszała w
swoim życiu. A nawet nie byli ze sobą w związku. Ten facet naprawdę przepali
wszystkie jej zastrzeżenia. Musiała przełknąć ślinę, zanim odpowiedziała.
- Więc… Co powiesz na to, żebym… obejrzała sobie mój podarunek?
- Co tylko chcesz.
Nie miał pojęcia, na co się zgodził.
Jednym ruchem przewrócił się na plecy, zabierając ją ze sobą, tak,
że siedziała na nim okrakiem z całym widokiem dolin i pagórków jego mięśni
brzucha przed sobą.
Najpierw przesunęła po nich opuszkami palców, a następnie schyliła
głowę i kontynuowała tę wędrówkę językiem. Jej długie włosy tworzyły wokół jej
twarzy grubą kotarę. Opierając dłonie na
jego bicepsach, tricepsach czy innych cepsach, zaczęła ocierać się sutkami o
jego tors. Przesunęła językiem po jego szyi, od miejscu złączenia obojczyków aż
po brodę, czując pieszczotę jego zarostu na wargach. Na zmianę lizała,
przygryzała i ssała, aż w jednym punkcie pojawiło się małe, intensywnie
czerwone kółeczko. Zrobiła mu malinkę.
Ups.
Ok, tak naprawdę, to wcale się tym nie przejęła. On, sądząc po
sposobie, w jaki ściskał jej biodra i pupę, też nie.
Ale jej posiadający własną wolę język wciąż chciał więcej, wciąż…
Ooo.
Jej język właśnie przesłał informacją do jej mózgu, co chciałby
zrobić.
I jej mózgowi spodobała się ta informacja. Nawet bardzo. Tylko…
Czy może to zrobić? Czy potrafi? „Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa” –
pomyślała, biorąc głęboki wdech, zanim straciłaby odwagę, drugi raz tej nocy
dotknęła go przez materiał spodni i lekko nacisnęła, co wywołało oczekiwany
przez nią jęk, wydobywający się z mężczyzny zdanego na jej łaskę. Zerknęła
szybko na jego twarz, przymknięte oczy i zaciśnięte usta, po czym przeniosła
się między jego nogi i sprawnie rozpięła mu pasek, guzik…
- Co robisz?
Rozsunęła rozporek i dopiero wtedy zmusiła się, by spojrzeć mu w
oczy. Wyglądał na lekko zszokowanego jej zachowaniem, ale jeśli miała być
szczera ze sobą, to też była zszokowana. Te 3 razy, kiedy uprawiła seks, to
były zwykłe, proste stosunki na linii penis-pochwa.
Chciała złamać ten ciąg z William’em.
- Oglądam mój prezent. Zamierzasz mi przerwać?
„Błagam, powiedz «nie», powiedz «nie».”
Jego oczy skrzyły się jak niebo odbite w morzu, kiedy pokręcił
głową. Tak! Miała ochotę odtańczyć taniec radości, ale to oznaczałoby
opuszczenie tego miejsca między jego nogami, więc zrezygnowała.
W zamian skupiła się na tym, by jakoś zsunąć mu spodnie z tyłka i
chociaż jej pomógł, to nie było łatwe zadanie. W końcu jednak leżał pod nią w
samych bokserkach. I skarpetkach. Bez zastanowienia, skarpetki też mu ściągnęła.
Teraz był już o dwa kroki od stanu, w jakim chciała go zobaczyć.
Krok pierwszy.
Sunąc po bokach jego ud, jej palce w końcu zaczepiły się o białą
gumkę, na której widniał napis „Calvin Klein”. Wahała się tylko sekundę, po
czym jego bokserki wylądowały… gdzieś. Usłyszała jego sapnięcie.
- Maria, jeśli będziesz tak na mnie patrzeć, dojdę zanim mnie
dotkniesz.
Ooo.
Poczuła euforię władzy.
Tymczasem przyszedł czas na krok drugi.
Zaskakująco pewnym ruchem objęła go dłonią, po czym leciutko
musnęła jego czubek językiem. Poczuła moment, w którym mięśnie w jego ciele się
napięły i zaryzykowała szybkie spojrzenie na jego twarz, zanim jej usta
zamknęły się wokół niego.
Zaczęła poruszać dłonią, najpierw lekko, potem coraz mocniej,
podczas gdy jej język zataczał wolne koła wokół jego delikatnej skóry. Po
kilkunastu sekundach usłyszała jego głośny, przyspieszony oddech i zdecydowała
się na coś, czego w ogóle nie przemyślała. Odsłaniając zęby, do tej pory
zakryte wargami, przejechała nimi po jego członku i lekko ścisnęła tuż przed
żołędzią.
Więcej nie mógł wytrzymać i ze zduszonym przekleństwem wypuścił do
jej ust ciepłe nasienie, które automatycznie połknęła, nie mając nawet czasu
zapamiętać jego smaku. Gdy tylko oderwała od niego usta, pociągnął ją w górę po
swoim ciele i pocałował, gwałtownie i mocno.
-Jesteś najbardziej pieprzenie idealną kobietą z jaką byłem
–wymruczał w jej usta, po czym znów ją pocałował.
„Doprawdy, dopiero teraz na to wpadłeś?” – pomyślała ironicznie,
ale jego słowa doprowadziły ją do stanu przedorgazmowego.
Nie przerywając pocałunku, William przetoczył się na nią, jakby
oznajmiając koniec jej panowania. Ale oddała mu koronę bez żalu. Nagle
usłyszała dźwięk rozrywanego materiału, a jej majtki w kawałkach wylądowały na
podłodze.
Hej! Oddała mu koronę, nie koronkę.
- Lubiłam je – mruknęła na tyle głośno, na ile mogła spod jego
zachłannych ust.
- Kupię Ci nowe – powiedział, sięgając po swoje jeansy, które
leżały zawieszone na lampce na szafce nocnej. Wyciągnął z kieszeni foliowy
kwadracik, który rozerwał zębami i naciągnął gumowy krążek na swojego
penisa. Jedną rękę. Wow, to się nazywa
mieć wprawę. Poruszyła się lekko, kiedy ułożył się między jej nogami.
Czuła, jak muska koniuszkiem jej gorące wejście.
- Uwielbiam Cię – szepnął i pchnął biodrami, wypełniając ją tak
bardzo, że myślała, ze rozerwie się pod naporem jego twardego ciała. Kiedy
jednak zastygł na sekundę w bezruchu, jęknęła bezwiednie i uniosła biodra,
błagając, by się ruszył. Więc to zrobił.
Długimi, posuwistymi ruchami wchodził w nią, to znów się cofał,
wychodząc prawie do końca, a potem znów wracając. Odnalazł jej usta i jego
język penetrował ją w rytmie pchnięć, aż w końcu zaczęła się wić, przyciskając
się do jego seksownego, spoconego ciała tak bardzo, jak tylko mogła.
Wiedział, co to znaczy i wiedział, co z tym zrobić.
Chwycił ją mocno za biodra i uniósł, a sam odchylił się do tyłu,
przysiadając na zgiętych nogach, po czym znów zaczął się poruszać: góra, przód,
dół, góra, przód, dół, za każdym razem naciskając na jej punkt G. A to było już za wiele dla jej biednego,
rozgorączkowanego ciała i doszła, mocno i długo, zaciskając się wokół niego i
prowadząc go na szczyt.
Trwali tak przez chwilę, upajając się słodkim uczuciem orgazmu
wybrzmiewającym jeszcze w ich wnętrzach, po czym wysunął się z niej, ściągnął
prezerwatywę, które wylądowała na podłodze przy łóżku i przyciągnął ją do
siebie, tuląc w swoich potężnych ramionach. Poczuła jego pocałunek we włosach i
usłyszała, jak wciąga jej zapach, kiedy, leżąc na boku, przerzuciła rękę przez
jego brzuch. Przez chwilę zmagała się ze sobą, żeby wreszcie wydusić z siebie
słowo, bo wciąż była naćpana esencją seksu wirującą w powietrzu.
- Oficjalnie ogłaszam, że nadajesz się na mój prezent na każdą
okazję.
Zaśmiał się cicho, a ona, przy tym akompaniamencie zapadła w sen
pełen William’ów owiniętych w czerwone, prezentowe kokardy.
Copyright © Noctia „Nox” Suavis.

