wtorek, 12 listopada 2013

quattuor #

Pierwsza część shortmance'u, który najprawdopodobniej będzie się składał z 2 albo 3 części. Dziękuję wszystkim, z którymi kiedykolwiek gadałam o fotografii, zwłaszcza K., no bo kto inny potrafiłby ze mną tyle mówić o aktach :)
Enjoy.

P A R T      I



"UNDRESSED"
"Co, do kurwy...?!"
To była pierwsza w miarę  logiczna myśl, która pojawiła się w umyśle Marie Lawson pewnego pochmurnego, październikowego dnia o godz. 7:00. A wywołało ją nic innego, jak dźwięk alarmu w jej telefonie. Już miała wykląć to głupie urządzenie, gdy zobaczyła  podpis budzika: foto-zajęcia. Oczy prawie wyszły jej na wierch, po czym skopała z siebie kołdrę i zaczęła biegać jak oparzona po mieszkaniu. Zupełnie zapomniała, że dziś zaczynają się jej dodatkowe zajęcia fotograficzne. Fotografia nie była kierunkiem jej studiów (było nim dziennikarstwo), nie mniej jednak od zawsze było to jej pasją. Pasją, o której zapomniała. Skleroza była chyba jej siostrą bliźniaczką. Doprowadziła się do najlepszego wyglądu, do jakiego była w stanie w ciągu 3 minut, zawiesiła swój aparat na szyi, chwyciła torbę w dłoń, porywając po drodze szalik i już była za drzwiami. Te jednak, już po chwili otworzyły się z hukiem, a Rie, z miną wyrażającą zdegustowanie własną głupotą, zagarnęła kluczyki od samochodu z szafki w hallu i ponownie wyszła, tym razem uzbrojona we wszystkie rzeczy niezbędne do przeżycia dnia.
* * *
- Hej, Mała!
Marie wywróciła oczami.
- Cześć, Max. Mówiłam Ci, żebyś skończył z tą "małą".
- Tak, tak, Mała, przepraszam.
Głębokie westchnienie uniosło piersi dziewczyny. Chociaż wciąż szła, nie odwracając głowy, wiedziała, że blondyn będzie za nią podążał aż do klasy, w której miała zajęcia. Robił to od około 10 miesięcy, czyli od czasu, kiedy w trakcie ich pierwszego roku przeniósł się na tą uczelnię. Nie docierało do niego nic, co mogłoby go przekonać do zaprzestania tych przebieżek, więc Rie w końcu zrezygnowała z tłumaczenia mu tego. Za każdym razem na jego "Cześć, Mała!", przyspieszała kroku.
- Słyszałaś, ze Carson z czwartego roku robi w ten piątek imprezę?
- Serio? - była to naprawdę najgrzeczniejsza odpowiedź, na jaką było ją stać. No bo ile razy słyszała już zaproszenie na którąś z imprez od Maxa i ile razy odmawiała pójścia na nie? Po 20 takich przypadkach przestała liczyć.
- No. I tak sobie myślałem...
Nie miała ochoty znów tego słuchać. Stanęła i odwróciła się twarzą do chłopaka. Wyraz bolesnej wręcz nadziei w jego piwnych oczach bynajmniej nie zrobił na niej wrażenia.
- Posłuchaj, Max. Nawet jeśli chciałabym iść, to w piątek pracuję do północy. Jeśli bym chciała, a nie chcę. Więc proszę, oszczędźmy sobie kolejną rozmowę pt. "Dlaczego nie?" - zerknęła szybko na zegarek na swojej komórce. - A teraz przepraszam, ale prawie 10 minut temu zaczęły się moje zajęcia, więc muszę lecieć. Na razie.
Nie czekała nawet na jego odpowiedź, nie chciała też widzieć naburmuszonego wyrazu na jego opalonej twarzy. Chciała po prostu dostać się już na te pieprzone zajęcia.
* * *
Od jakichś 30 minut, czyli od czasu, kiedy zajęła miejsce na samym końcu sali wykładowej, siedziała jak zaczarowana, z - była pewna - otwartą buzią. I jeszcze pewnie się śliniła. Albo, jak ta blondynka z prawej strony, pochylała się na łokciach na stoliku w stronę katedry. Powód był prosty.
On.
Jej nowy fotograf-wykładowca.
Rie była pewna, ze jedynie faceci uczestniczący w zajęciach (poza Chrisem, niesamowicie uroczym gejem) mogli się skupić na wykładzie o wpływie czegoś tam na coś tam, ponieważ ona, cała damska część i Chris była zbyt zafascynowana aparycją Pana W. Dunhill'a (a przynajmniej tabliczka na jego biurku mówiła, ze się tak nazywa; pewnie przedstawiał się na początku zajęć, ale jako, że Marie spóźniła się o całe 9 minut, została jedynie upomniana, by więcej się nie spóźniać i odprowadzona przez jastrzębi wzrok profesora do przedostatniego rzędu; te pierwsze były zajęte co do ostatniego miejsca przez studentki, zupełnie przypadkowo;).
Zasłona oszołomienia odsunęła się sprzed oczu Rie w momencie, gdy Dunhill zaczął mówić o ich pracach.
- Większość z Was dołączyła zdjęcia krajobrazów i martwej natury do prac początkowych, co właściwie mnie cieszy, ponieważ mogę stwierdzić, ze jesteście już świetnie zaznajomieni z tym tematem i zdjęcia ogólnie są na dobrym poziomie, poza drobnymi niuansami, ale nie o tym teraz chce mówić. Myślę, że w najbliższym czasie najlepiej byłoby zainteresować się tematyką człowieka w fotografii. Proszę więc, by każdy z Was na następne zajęcia przyniósł fotografię swojej ulubionej części ludzkiego ciała. Mam na myśli, to nie musi być część waszego ciała...- przerwał sobie krótkim śmiechem na żart, który tylko on znał. - Poproście przyjaciół, rodziców, chłopaka, dziewczynę, kogokolwiek, by byli Waszymi modelami i do roboty. Chcę tylko jednego zdjęcia od każdego z Was. - Omiótł wzrokiem salę, po czym jedna z jego brwi powędrowała wysoko na linii czoła. - To wszystko, możecie iść. Widzimy się w piątek.
Po tych słowach odwrócił się do biurka, zdejmując okulary i wrzucając jakieś papiery to teczki. Ludzie powoli zaczęli podnosić się z miejsc, rozmawiając z ożywieniem o tym, jakie zdjęcia chcą zrobić. Marie wyciągnęła komórkę, chcąc poprosić swoją przyjaciółkę, Claudię, by zgodziła się jej pozować. Właśnie dlatego zaczęły się przyjaźnić - jedna z nich wyrażała siebie przez robienie zdjęć, a druga przez pozowanie. Była w połowie pisania sms'a, gdy usłyszała swoje nazwisko. Podniosła głowę i jej wzrok spotkał się z niebieskimi tęczówkami wykładowcy. Chociaż może to nie był niebieski, tylko lazurowy. Albo nie! To był odcień lapis lazuli. Rie jeszcze nigdy nie widziała osoby z tak niebieskimi oczyma. Oczyma, które teraz wpatrywały się w nią wyczekująco.
- Słucham? - mruknęła. "Inteligentnie, nie ma co!" - szydziła z siebie w myślach.
- Pytałem, czy mogłabyś mi poświęcić chwilę.
- Oh! Oczywiście. - Zablokowała telefon z niedokończoną wiadomością i schowała go do kieszeni jeasnów, kierując się w stronę jego biurka. Przez chwilę przyszło jej na myśl, ze chce jej nawymyślać za spóźnienie, ale...
- Zastanawiałem się, czemu wszystkie Twoje zdjęcia są czarno-białe.
Oh.
- Oh - powtórzyła za zdziwionym głosem z jej głowy.
- Oh?
- Tak. To znaczy... Myślałam, że chce mnie Pan zganić za spóźnienie.
Na jego usta wpłynął drwiący uśmieszek.
- Już to zrobiłem, ale jeśli chcesz, mogę powtórzyć.
Gorąco wpłynęło na jej policzki. Na całe szczęście, że się nie rumieniła, bo wyglądałaby teraz jak burak.
- Nie, dziękuję. - "Dziękuję? Za co ja mu, do cholery, dziękuję? Przegrzałam sobie mózg".
- Czy w takim razie odpowiesz na moje pytanie?
- Kocham czarny, a ze nie mogę robić zdjęć całych w czerni, robię je czarno-białe.
- Ale w swoich pracach początkowych zamieściłaś prawie same zachody słońca.
- Wiem.
- Czy według Ciebie zachody słońca nie wyglądają lepiej w kolorach? Przecież to jest w nich właśnie najpiękniejsze.
Zmrużyła oczy.
- Dla mnie piękniejsza niż kolor jest świadomość, że słońce, choć znika z pola widzenia, wciąż tam jest i wróci, i znów będziemy mogli je podziwiać. W przeciwieństwie do ludzi. - Zagryzła wargę. Nie powinna dodawać ostatniego zdania, bo wyraz jego twarzy wyrażał zainteresowanie, a nie chciała, by się nią interesował. Naprawdę. Nie chciała. Chciała tylko mieć erotyczne sny z nim w roli głównej, ale w rzeczywistości niech się trzyma od niej z daleka. Chociaż, gdy zaczął w zamyśleniu gładzić swoją dolną wargę kciukiem, chciała go w tym zastąpić. I to najlepiej nie palcem, a ustami. A w ogóle to profesorowie powinni być starzy, grubi i siwi, myślała z wściekłością.
- Czy to znaczy, że temat, który Wam zadałem będzie dla Ciebie wyzwaniem?
- Zdjęcie części ciała człowieka?
Kiwnął potakująco głową.
- Nie. Zamierzam poprosić moją przyjaciółkę, by mi pozowała, a fotografowanie jej nigdy nie sprawiało mi kłopotów.
- A fotografowanie innych osób?
Znów przygryzła dolną wargę, co najwidoczniej było dla niego wystarczającą odpowiedzią, bo na jego ustach znów zagościł uśmiech,
- W takim razie chcę, żeby Twoje zdjęcie przedstawiało część ciała jakiegoś mężczyzny.
- Ale...
- Nie. Jeśli nie oddasz mi pracy, o którą proszę, nie przyjmę żadnej.
Teraz naprawdę się wkurzyła. Jakim prawem on jej mówił, co może, a czego nie może? Czy prawo profesora mu na to pozwalało? Była tak zdenerwowana, ze nie, nie pozwalało. Wtedy jednak zdała sobie sprawę z ciężaru naciskającego na jej brzuch. Aparat. Spojrzała na urządzenie jak na Zbawiciela, po czym niewiele myśląc uniosła go do twarzy, wycelowała obiektyw w jego opartą o biurko dłoń i wcisnęła przycisk. Mignęła lampa i zdjęcie wyświetliło się na ekraniku przed nią. Uśmiechnęła się, zadowolona.
- To nie będzie problem, panie profesorze - oznajmiła tonem słodkim jak trucizna, a jego usta w odpowiedzi uchyliły się trochę, jako jedyna oznaka zaskoczenia. Oh, naprawdę powinna przestać zwracać uwagę na jego pieprzone usta.
- Jeśli chciałaś, żebym był Twoim modelem, mogłaś poprosić, Ma-ria.
Teraz była jej kolej na okazanie zdziwienia. Nie mogła też nie zauważyć, jak wymówił jej imię z tym charakterystycznym hiszpańskim zaśpiewem. Jej cholernie kolana zmieniły się w galaretkę. Truskawkową. A mózg zmienił się chyba w kisiel, bo bez namysłu wypaliła:
- Jeśli będziemy mieli do zrobienia akty, to poproszę Pana o pozowanie, Panie Dunhill.
Zrozumiawszy, co powiedziała, zakryła sobie usta dłonią. Niech szlag trafi jej język. Jednak jej gest wywołał tylko wybuch śmiechu u mężczyzny, który wyszczerzył zęby, odchylając się na biurku.
- Myślałem, żeby akty zrobić dopiero w drugim semestrze, ale chyba muszę zmienić plany - wydusił w końcu głosem schrypniętym od śmiechu, co wywołało jeszcze większy przypływ gorąca w okolicach jej policzków.
- Przepraszam... - nie pozwolił jej skończyć.
- Nie przepraszaj. To będzie dla mnie zaszczyt.
Spojrzała na niego w nadziei, że zaraz powie, ze to żart, jednak jego oczy, choc przyjazne, patrzyły na nią poważnie.
- Nie mówi Pan poważnie.
- Ależ oczywiście, ze mówię.
- Ale Pan jest moim profesorem!
- Doprawdy miło, że zauważyłaś. Mogłaś jednak o tym pomyśleć zanim zaproponowałaś mi sesję.A teraz przepraszam, ale za 2 minuty mam kolejne zajęcia i chyba Ty również.
Oniemiała, spojrzała na zegarek. 9:58. Cholera jasna, miał rację. Wróciła wzrokiem do jego twarzy.
- Nic Panu nie proponowałam - spróbowała raz jeszcze.
- Ależ tak.
- Ależ nie.
- Co się stało?
Była pewna, że spojrzała na niego jak na idiotę.
- Jak to, co się stało?
- Co się ze mną stało? Kobiety zwykle błagały, bym zdjął ubrania i jestem zupełnie pewien, ze każda inna studentka z Twojej klasy zabiłaby za taką okazję.
Zamurowało ją. Przez kilka sekund po prostu patrzyła na niego, a potem poprawiła torbę na ramieniu, odwróciła się na pięcie i odeszła w kierunku drzwi, przy akompaniamencie jego głębokiego śmiechu.
- Do zobaczenia w piątek! - usłyszała jeszcze, przeciskając się przez tłumek studentów, którzy spieszyli się na zajęcia z szaleńcem zwanym profesorem fotografii.
* * *


TO BE CONTINUED.
That part of this story has been written by N. Suavis.

1 komentarz: