wtorek, 12 listopada 2013

duo #

 Mój pierwszy "shortmance" pochodzący jeszcze z bloga 50spojrzeń.
Enjoy.




Była załamana. Totalnie. Kompletnie. Niechciane łzy pojawiły się w jej oczach.
"Daj spokój, Soph. Nie będę beczeć, nie będę beczeć..." - mówiła do siebie w myślach, podążając szarym korytarzem hali sportowej. Usilnie starała się sobie wmówić, ze przegrana jej ukochanej drużyny, ARR Volley w międzynarodowym pucharze nic nie znaczy. Ale znaczyła, dużo. Zwłaszcza, że jej przyjaciele zapewne teraz nie mogli się pogodzić z porażką i wytykali sobie własne błędy, których tak naprawdę nie było. Pociągnęła nosem i skręciła w prawo, postanawiając pójść do chłopaków i sprawdzić, jak się trzymają (oczywiście nie pomyślała, ze wygląda jak nieszczęście z zaczerwienionym nosem i trochę rozmazanym tuszem pod prawym okiem; uroki bycia zrozpaczoną). Ledwie jednak wzięła zakręt, jej stopy o coś zahaczyły i niemal wylądowała na ziemi.  "Pieprzone obcasy!" - warczała w myślach, w tym samym momencie, kiedy jej oczy próbowały zidentyfikować ciemny kształt będący na podłodze. Kształt, który właśnie się poruszył.
- Sophia?
Po maratonie przekleństwa (wypowiedzianych oczywiście w myślach), Sophia zdołała wydukać:
- Nicholas?
- Soph, co Ty tu robisz?
Zapytał, tym samym odpowiadając na jej pytanie. Wzięła głęboki oddech, bojąc się, ze głos zacznie jej drżeć, jeśli tylko otworzy usta. A przed kim jak przed kim, ale akurat przed tym mężczyzną nigdy nie chciała wyjść na słabą.
- Właśnie szłam.. yyy... szłam...
I tyle jeśli chodzi o bycie zrównoważoną. Tym razem  jednak miało to mniejszy związek z goryczą porażki, a stanowczo większy z tym, że Nick wstał z podłogi i jego niebiesko-zielone oczy zalśniły w jakiejś zabłąkanej łunie światła ledwie kilka centymetrów od jej twarzy.
- Rozumiem. Szłaś. Wybacz, że zaburzyłem tą fascynującą czynność.
Odpowiedział głosem, który mógł być uznany za głośny szept lub stłumiony pomruk. I mimo iż te niezbyt korzystne słowa dotarły do jej umysłu z siłą tsunami, nie mogła opanować dreszczy, jakie przebiegły po jej plecach pod wpływem tego jakże seksownego brzmienia. A o brzmieniach, jako świeżo upieczona absolwentka szkoły muzycznej, wiedziała całkiem sporo.
Spróbowała się jednak otrząsnąć na tyle, na ile mogła i zaczęła jeszcze raz:
- Szłam, żeby się z Tobą zobaczyć. To znaczy z Wami! Z wami..yyy.. no wiesz, z drużyną. Chciałabym porozmawiać z Raphael'em.
Ostatnie zdanie dodała tak szybko, że musiała wziąć głęboki oddech, żeby się nie zakrztusić. Chociaż nie wiedziała, czemu ma głupie przeczucie, ze powinna mu się tłumaczyć i to jeszcze błahym powodem ich wspólnego przyjaciela. To ją zirytowało. Była znana ze swojego uporu i zawziętości, i z tego, że do niej zwykle należy ostatnie słowo. Przystąpiła więc do ofensywy.
- A Ty? Co tutaj robisz po ciemku? Czyżby Twój pokój nie nadawał się już do użytku?
Zapytała z ledwie wyczuwalną nutą ironii, nawiązując do imprezy, która niedawno miała miejsce w hotelowym pokoju Nick'a i przez którą musieli ów hotel opuszczać.
- Może nie chciałem pójść do swojego pokoju, ponieważ nie miałem ochoty być znalezionym przez małą, dociekliwą dziewczynkę, która odczuwa przymus niesienia pocieszenia wszystkiemu, co się rusza, a nie śmieje w głos?
To, że nazwał ją małą dziewczynką i to, jak obojętny był ton jego głosu gdy to mówił, był dla niej jak policzek. Zebrawszy całą godność, jaka jej jeszcze pozostała, wyprostowała plecy (tak, ze już prawie sięgała mu do brody w moich niebotycznie wysokich litach) i z pozoru niedbałym ruchem odrzucił do tyłu długie, falowe włosy o kolorze palonej kawy.
- Skoro tak, Proszę Pana, to nie będę Panu przeszkadzać w gniciu i lizaniu ran w samotności. Dobrej nocy.
Powiedziała z pokerową twarzą i odwróciła się, żeby odejść. Nie uszła jednak więcej niż jakichś 5 kroków, gdy silna dłoń złapała ją za łokieć i stanowczym ruchem odwróciła w swoją stronę. Była pewna, ze na jej twarzy maluję się zaskoczenie, choć tak naprawdę przewidywała, ze nie pozwoli jej tak po prostu odejść. Nie on. Nie ten mężczyzna, o którym mówili, że jest jej męską wersją jeśli chodzi o postawienie na swoim. I, chociaż wstyd było jej się przyznać nawet przed samą sobą, właśnie na to liczyła. Bo tak naprawdę szła do drużyny tylko dlatego, żeby choć na chwilę popatrzeć, jak jego piękne kocie oczy zasnuwa mgiełka smutku i rozczarowania. Wyglądał wtedy zawsze tak niewyobrażalnie uroczo, tak ... pociągająco. Mogłaby na niego patrzeć godzinami.
Kiedy jednak te jego fascynujące tęczówki znalazły się na równi z jej własnymi, czekoladowo-brązowymi, nie widziała w nich smutku czy rozgoryczenia. Widziała w nich.. nie, to musiało jej się przywidzieć. Wydawało jej się, ze jego oczy błyszczały pożądaniem.
- Jeśli ktoś będzie coś lizał, to wyłącznie Ty, maleńka. I bynajmniej nie będą to rany...
Wymruczał (naprawdę, nie da się tego inaczej nazwać, jak mruczenie; chyba, ze ten seksowny gardłowy odgłos ma już nową nazwę; stanowczo na to zasługiwał) z ustami tak blisko jej twarzy, że poczuła ciepło jego oddechu. Swojego nie czuła. Może dlatego, że od dobrych kilkunastu sekund wstrzymywała powietrze w płucach, nie śmiejąc przerywać tego aktu czymś tak błahym jak oddychanie.
I zanim jej zamroczony mózg zdołał jeszcze raz przetworzyć jego słowa, musiał skupić się na tym, że jego miękkie wargi właśnie dotknęły jej zaciśniętych, czerwonych ust. Jednak po chwili i to stało się dla niego zbytnim obciążeniem, bo zostawił Sophię samą, jedynie z tajfunem uczuć szalejącym w każdej jej komórce, który to tajfun najwyraźniej zażyczył sobie, by dłonie Soph nagle znalazły się we włosach Nicholasa i przyciągały go bliżej do jej spragnionych ust. Oczywiście Nick nie na długo pozwolił sobą sterować i jego długie palce zsunęły się z przedramion dziewczyny na jej biodra, a następnie na pupę i przyciągnęły ją stanowczym ruchem do jego coraz bardziej gotowej męskości. Jednak to była jedyna część jego ciała, która wydawała się być poza jakąkolwiek kontrolą, ponieważ delikatne i wyważone ruchy języka na jej wargach były tak niesamowicie irytujące w swojej harmonii, że Sophię powoli zaczął trafiać szlag. Oh, no bo czy to tak wiele prosić o to, by poczuć smak jego języka w swoich ustach, jeśli i tak balansował już na tak cienkiej granicy?
Nie wiedząc, jak go pospieszyć, bezwiednie westchnęła i ku swemu zdumieniu wywołało to u niego efekt, o jakim marzyła. Wprawnym ruchem rozsunął jej wargi swoimi i nie czekając na ponowienie zaproszenia, zaczął dogłębną penetrację jej ust, po czym ich języki same splotły się w bezmyślnym, ale jakże wspaniałym tańcu namiętności.
Dopiero w chwili, gdy jej skórę przeszedł dreszcz bynajmniej nie z pożądania, lecz z zimna zdała sobie sprawę, że Nick oparł ją plecami o ścianę, dociskając swoim umięśnionym ciałem do chłodnej powierzchni. Poczuła również stanowczy uścisk jego dłoni na pośladkach i zrozumiała, że porusza biodrami w rytm jego delikatnych cofnięć i powrotów, zupełnie jakby robili... TO. Tyle, ze oczywiście oboje byli kompletnie ubrani, no i stali w hallu przy ścianie. A jednak czuła się tak wyzwolona i tak radosna, że nawet gdyby stała tu naga, nic by ją nie obchodziło, dopóki Nicholas całował by ją dalej w ten sposób. "To jest jak raj" - pomyślała. "Jak moja własna Idylla, mój Eden." Oh, pewnie znajdzie na ten stan jeszcze wiele śpiewnych określeń, bo nigdy nie zapomni, jak miękła w ramionach mężczyzny, którego skrycie pragnęła, a który równocześnie doprowadzał ją do furii. To było tak... niezwykłe, tak niespotykane i, do diabła, tak bardzo podniecające, że będzie robiła wszystko, by to powtarzać i powtarzać, i powtarzać...
Jednak Nick, nie zdając sobie sprawy, jakież to myśli kłębiły się w jej głowie, wciąż umiejętnie zajmował się jej ciałem. Właśnie teraz przesuwał dłoń po jej żebrach, by przez szyfonowy materiał czarnej koszuli pieścić jej pierś i niech ją szlag trafi, jeśli to nie było najcudowniejsze uczucie w jej życiu. Tak zagubiona we własnej ekstazie nawet nie zastanawiała się nad tym, co on czuje, dopóki niechcący nie przygryzła jego dolnej wargi, na co odpowiedział tak znaczącym westchnięciem, że gdyby nie była mocno zakleszczona między jego silnym ciałem a ścianą, rozpłynęłaby się z zachwytu i mogłaby szczęśliwa zakończyć swój żywot w ciemnym korytarzu.
I śmierć właśnie miała nadejść, chociaż niekoniecznie miało było to być emocjonalne uniesienie na wyżyny, a raczej mocne sprowadzenie na ziemię.
- Nick? To Ty?
Głos Victorii, menadżerki ARR Volley, odbił się echem po prawie pustym korytarzu, tak samo jak stukot jej szpilek. Sophia momentalnie otworzyła oczy i zerknęła na Nick'a, który na szczęście odpowiedział jej trzeźwym spojrzeniem, po czym zabrał dłoń z jej biustu i uniósł palec do swoich ust. "Ciicho." - pokazał jej, po czym odsunął się na stosowną odległość akurat w tym momencie, gdy Victoria znalazła przycisk i jarzeniówki oświetliły hall. Dopiero wtedy zauważyła Sophię (a zauważyła czytaj jako: ponownie spojrzała na nią jak na robaka).
- Oh, nie chciałam przeszkadzać.
Powiedziała tonem, który wyraźnie wskazywał na to, iż bardzo cieszy się, iż im przerwała. Soph nieco nerwowo zerknęła na Nick'a, ale on odpowiedział jej tylko szybkim mrugnięciem i skrzywieniem ust w nikłym uśmiechu. To jednak wystarczyło.
- Właściwie, to już skończyliśmy.
Powiedziała swobodnie, jakby na co dzień była (prawie) nakrywana na czułych uściskach z facetami, i - co kompletnie wybiło Victorię z rytmu - uśmiechnęła się szeroko.
- Cóż, chyba będę się zbierać.
Dodała i skinęła na pożegnanie najpierw Nicholas'owi, a potem kobiecie, która zapewne miała teraz ochotę ją rozszarpać gołymi rękoma, i po raz kolejny tego wieczoru odwróciła się, by odejść.
Tym razem jednak jej krok był pewny i pokusiła się nawet o delikatne kręcenie biodrami, podczas gdy na jej ustach wciąż tkwił beznadziejnie szeroki uśmiech. Kiedy odeszła już na znaczną odległość, zaskoczona usłyszała, jak ktoś woła ją po imieniu. Odwróciła się i nawet z tej odległości mogła dostrzec filuterne błyski w kocich oczach Nick'a i jego usta, czerwone od jej szminki, rozciągnięte w poufałym uśmiechu.
- Wciąż wisisz mi lizanie ran i bynajmniej nie zamierzam czekać! Masz czas do północy albo obszar wykonania zadania stanowczo się powiększy!
Starając się zapanować nad wybuchem śmiechu odpowiedziała:
- W takim razie chyba zaczekam, aż obszar zadania obejmie całe Twoje ciało!
Po czym tak szybko jak mogła nie biegnąc, zniknęła za rogiem. Nie mogła jednak nie usłyszeć znaczącego śmiechu Nick'a.



The story has been written by N. Suavis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz