Mój pierwszy "shortmance" pochodzący jeszcze z bloga 50spojrzeń.
Enjoy.
Była załamana. Totalnie. Kompletnie. Niechciane łzy pojawiły się w jej oczach.
"Daj spokój, Soph. Nie będę beczeć, nie będę beczeć..." - mówiła do
siebie w myślach, podążając szarym korytarzem hali sportowej. Usilnie
starała się sobie wmówić, ze przegrana jej ukochanej drużyny, ARR Volley
w międzynarodowym pucharze nic nie znaczy. Ale znaczyła, dużo.
Zwłaszcza, że jej przyjaciele zapewne teraz nie mogli się pogodzić z
porażką i wytykali sobie własne błędy, których tak naprawdę nie było.
Pociągnęła nosem i skręciła w prawo, postanawiając pójść do chłopaków i
sprawdzić, jak się trzymają (oczywiście nie pomyślała, ze wygląda jak
nieszczęście z zaczerwienionym nosem i trochę rozmazanym tuszem pod
prawym okiem; uroki bycia zrozpaczoną). Ledwie jednak wzięła zakręt, jej
stopy o coś zahaczyły i niemal wylądowała na ziemi. "Pieprzone
obcasy!" - warczała w myślach, w tym samym momencie, kiedy jej oczy
próbowały zidentyfikować ciemny kształt będący na podłodze. Kształt,
który właśnie się poruszył.
- Sophia?
Po maratonie przekleństwa (wypowiedzianych oczywiście w myślach), Sophia zdołała wydukać:
- Nicholas?
- Soph, co Ty tu robisz?
Zapytał, tym samym odpowiadając na jej pytanie. Wzięła głęboki oddech,
bojąc się, ze głos zacznie jej drżeć, jeśli tylko otworzy usta. A przed
kim jak przed kim, ale akurat przed tym mężczyzną nigdy nie chciała
wyjść na słabą.
- Właśnie szłam.. yyy... szłam...
I tyle jeśli chodzi o bycie zrównoważoną. Tym razem jednak miało to
mniejszy związek z goryczą porażki, a stanowczo większy z tym, że Nick
wstał z podłogi i jego niebiesko-zielone oczy zalśniły w jakiejś
zabłąkanej łunie światła ledwie kilka centymetrów od jej twarzy.
- Rozumiem. Szłaś. Wybacz, że zaburzyłem tą fascynującą czynność.
Odpowiedział głosem, który mógł być uznany za głośny szept lub stłumiony
pomruk. I mimo iż te niezbyt korzystne słowa dotarły do jej umysłu z
siłą tsunami, nie mogła opanować dreszczy, jakie przebiegły po jej
plecach pod wpływem tego jakże seksownego brzmienia. A o brzmieniach,
jako świeżo upieczona absolwentka szkoły muzycznej, wiedziała całkiem
sporo.
Spróbowała się jednak otrząsnąć na tyle, na ile mogła i zaczęła jeszcze raz:
- Szłam, żeby się z Tobą zobaczyć. To znaczy z Wami! Z wami..yyy.. no wiesz, z drużyną. Chciałabym porozmawiać z Raphael'em.
Ostatnie zdanie dodała tak szybko, że musiała wziąć głęboki oddech, żeby
się nie zakrztusić. Chociaż nie wiedziała, czemu ma głupie przeczucie,
ze powinna mu się tłumaczyć i to jeszcze błahym powodem ich wspólnego
przyjaciela. To ją zirytowało. Była znana ze swojego uporu i
zawziętości, i z tego, że do niej zwykle należy ostatnie słowo.
Przystąpiła więc do ofensywy.
- A Ty? Co tutaj robisz po ciemku? Czyżby Twój pokój nie nadawał się już do użytku?
Zapytała z ledwie wyczuwalną nutą ironii, nawiązując do imprezy, która
niedawno miała miejsce w hotelowym pokoju Nick'a i przez którą musieli
ów hotel opuszczać.
- Może nie chciałem pójść do swojego pokoju, ponieważ nie miałem ochoty
być znalezionym przez małą, dociekliwą dziewczynkę, która odczuwa
przymus niesienia pocieszenia wszystkiemu, co się rusza, a nie śmieje w
głos?
To, że nazwał ją małą dziewczynką i to, jak obojętny był ton jego głosu
gdy to mówił, był dla niej jak policzek. Zebrawszy całą godność, jaka
jej jeszcze pozostała, wyprostowała plecy (tak, ze już prawie sięgała mu
do brody w moich niebotycznie wysokich litach) i z pozoru niedbałym
ruchem odrzucił do tyłu długie, falowe włosy o kolorze palonej kawy.
- Skoro tak, Proszę Pana, to nie będę Panu przeszkadzać w gniciu i lizaniu ran w samotności. Dobrej nocy.
Powiedziała z pokerową twarzą i odwróciła się, żeby odejść. Nie uszła
jednak więcej niż jakichś 5 kroków, gdy silna dłoń złapała ją za łokieć i
stanowczym ruchem odwróciła w swoją stronę. Była pewna, ze na jej
twarzy maluję się zaskoczenie, choć tak naprawdę przewidywała, ze nie
pozwoli jej tak po prostu odejść. Nie on. Nie ten mężczyzna, o którym
mówili, że jest jej męską wersją jeśli chodzi o postawienie na swoim. I,
chociaż wstyd było jej się przyznać nawet przed samą sobą, właśnie na
to liczyła. Bo tak naprawdę szła do drużyny tylko dlatego, żeby choć na
chwilę popatrzeć, jak jego piękne kocie oczy zasnuwa mgiełka smutku i
rozczarowania. Wyglądał wtedy zawsze tak niewyobrażalnie uroczo, tak ...
pociągająco. Mogłaby na niego patrzeć godzinami.
Kiedy jednak te jego fascynujące tęczówki znalazły się na równi z jej
własnymi, czekoladowo-brązowymi, nie widziała w nich smutku czy
rozgoryczenia. Widziała w nich.. nie, to musiało jej się przywidzieć.
Wydawało jej się, ze jego oczy błyszczały pożądaniem.
- Jeśli ktoś będzie coś lizał, to wyłącznie Ty, maleńka. I bynajmniej nie będą to rany...
Wymruczał (naprawdę, nie da się tego inaczej nazwać, jak mruczenie;
chyba, ze ten seksowny gardłowy odgłos ma już nową nazwę; stanowczo na
to zasługiwał) z ustami tak blisko jej twarzy, że poczuła ciepło jego
oddechu. Swojego nie czuła. Może dlatego, że od dobrych kilkunastu
sekund wstrzymywała powietrze w płucach, nie śmiejąc przerywać tego aktu
czymś tak błahym jak oddychanie.
I zanim jej zamroczony mózg zdołał jeszcze raz przetworzyć jego słowa,
musiał skupić się na tym, że jego miękkie wargi właśnie dotknęły jej
zaciśniętych, czerwonych ust. Jednak po chwili i to stało się dla niego
zbytnim obciążeniem, bo zostawił Sophię samą, jedynie z tajfunem uczuć
szalejącym w każdej jej komórce, który to tajfun najwyraźniej zażyczył
sobie, by dłonie Soph nagle znalazły się we włosach Nicholasa i
przyciągały go bliżej do jej spragnionych ust. Oczywiście Nick nie na
długo pozwolił sobą sterować i jego długie palce zsunęły się z
przedramion dziewczyny na jej biodra, a następnie na pupę i przyciągnęły
ją stanowczym ruchem do jego coraz bardziej gotowej męskości. Jednak to
była jedyna część jego ciała, która wydawała się być poza jakąkolwiek
kontrolą, ponieważ delikatne i wyważone ruchy języka na jej wargach były
tak niesamowicie irytujące w swojej harmonii, że Sophię powoli zaczął
trafiać szlag. Oh, no bo czy to tak wiele prosić o to, by poczuć smak
jego języka w swoich ustach, jeśli i tak balansował już na tak cienkiej
granicy?
Nie wiedząc, jak go pospieszyć, bezwiednie westchnęła i ku swemu
zdumieniu wywołało to u niego efekt, o jakim marzyła. Wprawnym ruchem
rozsunął jej wargi swoimi i nie czekając na ponowienie zaproszenia,
zaczął dogłębną penetrację jej ust, po czym ich języki same splotły się w
bezmyślnym, ale jakże wspaniałym tańcu namiętności.
Dopiero w chwili, gdy jej skórę przeszedł dreszcz bynajmniej nie z
pożądania, lecz z zimna zdała sobie sprawę, że Nick oparł ją plecami o
ścianę, dociskając swoim umięśnionym ciałem do chłodnej powierzchni.
Poczuła również stanowczy uścisk jego dłoni na pośladkach i zrozumiała,
że porusza biodrami w rytm jego delikatnych cofnięć i powrotów, zupełnie
jakby robili... TO. Tyle, ze oczywiście oboje byli kompletnie ubrani,
no i stali w hallu przy ścianie. A jednak czuła się tak wyzwolona i tak
radosna, że nawet gdyby stała tu naga, nic by ją nie obchodziło, dopóki
Nicholas całował by ją dalej w ten sposób. "To jest jak raj" -
pomyślała. "Jak moja własna Idylla, mój Eden." Oh, pewnie znajdzie na
ten stan jeszcze wiele śpiewnych określeń, bo nigdy nie zapomni, jak
miękła w ramionach mężczyzny, którego skrycie pragnęła, a który
równocześnie doprowadzał ją do furii. To było tak... niezwykłe, tak
niespotykane i, do diabła, tak bardzo podniecające, że będzie robiła
wszystko, by to powtarzać i powtarzać, i powtarzać...
Jednak Nick, nie zdając sobie sprawy, jakież to myśli kłębiły się w jej
głowie, wciąż umiejętnie zajmował się jej ciałem. Właśnie teraz
przesuwał dłoń po jej żebrach, by przez szyfonowy materiał czarnej
koszuli pieścić jej pierś i niech ją szlag trafi, jeśli to nie było
najcudowniejsze uczucie w jej życiu. Tak zagubiona we własnej ekstazie
nawet nie zastanawiała się nad tym, co on czuje, dopóki niechcący nie
przygryzła jego dolnej wargi, na co odpowiedział tak znaczącym
westchnięciem, że gdyby nie była mocno zakleszczona między jego silnym
ciałem a ścianą, rozpłynęłaby się z zachwytu i mogłaby szczęśliwa
zakończyć swój żywot w ciemnym korytarzu.
I śmierć właśnie miała nadejść, chociaż niekoniecznie miało było to być
emocjonalne uniesienie na wyżyny, a raczej mocne sprowadzenie na ziemię.
- Nick? To Ty?
Głos Victorii, menadżerki ARR Volley, odbił się echem po prawie pustym
korytarzu, tak samo jak stukot jej szpilek. Sophia momentalnie otworzyła
oczy i zerknęła na Nick'a, który na szczęście odpowiedział jej trzeźwym
spojrzeniem, po czym zabrał dłoń z jej biustu i uniósł palec do swoich
ust. "Ciicho." - pokazał jej, po czym odsunął się na stosowną odległość
akurat w tym momencie, gdy Victoria znalazła przycisk i jarzeniówki
oświetliły hall. Dopiero wtedy zauważyła Sophię (a zauważyła czytaj
jako: ponownie spojrzała na nią jak na robaka).
- Oh, nie chciałam przeszkadzać.
Powiedziała tonem, który wyraźnie wskazywał na to, iż bardzo cieszy się,
iż im przerwała. Soph nieco nerwowo zerknęła na Nick'a, ale on
odpowiedział jej tylko szybkim mrugnięciem i skrzywieniem ust w nikłym
uśmiechu. To jednak wystarczyło.
- Właściwie, to już skończyliśmy.
Powiedziała swobodnie, jakby na co dzień była (prawie) nakrywana na
czułych uściskach z facetami, i - co kompletnie wybiło Victorię z rytmu -
uśmiechnęła się szeroko.
- Cóż, chyba będę się zbierać.
Dodała i skinęła na pożegnanie najpierw Nicholas'owi, a potem kobiecie,
która zapewne miała teraz ochotę ją rozszarpać gołymi rękoma, i po raz
kolejny tego wieczoru odwróciła się, by odejść.
Tym razem jednak jej krok był pewny i pokusiła się nawet o delikatne
kręcenie biodrami, podczas gdy na jej ustach wciąż tkwił beznadziejnie
szeroki uśmiech. Kiedy odeszła już na znaczną odległość, zaskoczona
usłyszała, jak ktoś woła ją po imieniu. Odwróciła się i nawet z tej
odległości mogła dostrzec filuterne błyski w kocich oczach Nick'a i jego
usta, czerwone od jej szminki, rozciągnięte w poufałym uśmiechu.
- Wciąż wisisz mi lizanie ran i bynajmniej nie zamierzam czekać! Masz
czas do północy albo obszar wykonania zadania stanowczo się powiększy!
Starając się zapanować nad wybuchem śmiechu odpowiedziała:
- W takim razie chyba zaczekam, aż obszar zadania obejmie całe Twoje ciało!
Po czym tak szybko jak mogła nie biegnąc, zniknęła za rogiem. Nie mogła jednak nie usłyszeć znaczącego śmiechu Nick'a.
The story has been written by N. Suavis

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz