"I want it bad.. I want a bad girl, baby, bad!"
Serdecznie zapraszam na rozdział 5 6 FEET 2 INCHES :)
hope you enjoy.
Rozdział 5
„Islander’
-
Panienko, proszę się obudzić!
Usłyszałam
te słowa kilka razy, po czym poczułam, że ktoś potrząsa moim ramieniem.
Niechętnie
otworzyłam zaspane oczy i mój wzrok od razu padł na stojący na szafce nocnej
budzik. Nie uwierzycie, jaką godzinę wskazywał. 2:40. Pieprzoną 2:40 rano!
Ze
zmarszczonym czołem spojrzałam na kobietę, która zajmowała się domem wujka i
która mnie obudziła. Podciągnęłam się do pozycji siedzącej na moim królewskich
rozmiarów łóżku.
-
O co chodzi? Pali się?
Gosposia
chyba się uśmiechnęła, ale nie byłam pewna, ponieważ a) wciąż nie byłam do
końca przytomna, b) było ciemno jak w…
Ekhem.
-
Pan Leon kazał mi panienkę obudzić, ponieważ niedługo wyjeżdżacie na plan
zdjęciowy.
To
zdanie momentalnie mnie otrzeźwiło i zerwałam się z łóżka, jakby nagle
wpuszczono tam chmarę pająków. Nie do wiary, jak szybko minęło tych kilka dni
swobodnego nic-nie-robienia, kiedy mogłam wstawać około południa, wyjść
pobiegać albo pójść na zakupy z Vivi.
Wreszcie
miałam zacząć robić to, po co mnie przywieziono i jeśli mam być szczera, byłam
tym potwornie podekscytowana.
W
ciągu kolejnych 10 minut wzięłam prysznic, następnie, myjąc zęby, podsuszyłam
włosy, pozwalając im pofalować się w naturalny sposób, pociągnęłam rzęsy
tuszem, policzki różem, oblizałam usta, aby nadać im trochę połysku i
wskoczyłam w dżinsowe szorty i T-shirt z napisem: „I’m POLE, what’s your
superpower?”1 I to wszystko w 10 minut. Mhm, wpiszcie mnie do Księgi
Rekordów Guinnessa.
Było
parę minut przez trzecią, kiedy wyjechałam wraz z wujkiem i Vivian z domu,
kierując się w stronę miejsca nad Sekwaną, gdzie zbudowana była sztuczna plaża
i było wystarczająco przestrzeni, żeby rozstawić wszystkie akcesoria niezbędne
do pierwszej części sesji.
Zapytacie
pewnie, po jaką cholerę trzeba było się do tego zrywać o tak potwornej porze?
Otóż
cała idea tej sesji polegała na pokazaniu poszczególnych momentów z życia
siostrzenicy Vivian i jej narzeczonego. A jako, że cudowny moment oświadczyn
nastąpił wraz ze wschodem słońca nad paryską rzeką (niczym pieprzeni Tom Cruise
i Katie Holmes, no naprawdę) to również i my, odtwarzając to, musieliśmy się
tak katować. Dowiedziałam się również, że późnym popołudniem mieliśmy jechać do
klubu jakiegoś znajomego pary, by sfotografować moment ponownego poznania się.
W planach był też wyjazd do stadniny koni Viv, sesja z udziałem rodziców Fleur
i Laider’a oraz sesja sypialniana, która jednocześnie miała służyć jako reklama
bielizny Chantelle, do której zatrudniono wujka. Ostatnim fotograficznym
rozdziałem historii miały być zdjęcia ślubne, chociaż z nimi trzeba będzie
poczekać do końca grudnia, a dokładniej do nocy sylwestrowej, bo to właśnie
wtedy nasza słodka parka przysięgnie sobie miłość i wierność.
A
teraz proszę, powiedzcie mi, że nie byłam jedyną, którą bawiła ta cała szopka wokół dwójki osób,
urządzona tylko dlatego, że bogata panieneczka miała taki kaprys.
Był
to jeden z powodów, przez który nie lubiłam Fleur, zanim ją poznałam. Nie
znosiłam snobów i ludzi, którzy szastali kasą na lewo i prawo tylko dlatego, że
ją mieli. Zwłaszcza, jeśli w wieku 23 lat wciąż brało się ją od rodziców.
Rozumiecie
już, czemu, choć podekscytowana początkiem pracy, wysiadłam z auta z marsem na
czole?
Jednak,
jak powiedziałam, byłam w pracy i wizja niebanalnej pensji zajaśniała na moim
mentalnym, zachmurzonym niebie.
Już chciałam odejść, by przywitać się ze
stałą ekipą wujka, którą poznałam dwa dni wcześniej i która już uwijała się w
wyznaczonym miejscu, by przygotować je do sesji, kiedy poczułam, jak drobna
dłoń łapie mnie za łokieć i ciągnie w stronę sporych rozmiarów baraku, który
stał w pobliżu.
1
dosł. „Jestem Polką, a jaka jest Twoja
supermoc?”
Zdziwiona,
spojrzałam na Vivi.
-
Musisz poznać moją drogą belle2
Fleur i Laider’a, zanim wszyscy zaczną biegać i krzyczeć, i zrobi się tu jeden
wielki galimatias! Leon powiedział, że pewnie są już pod ostrzałem stylistów i
wizażystów, ale przecież możemy im na chwilkę przeszkodzić. A może już
skończyli? Wyobraź sobie, jesteśmy przecież praktycznie rodziną! Jestem pewna,
że zostaniecie z Fleur najlepszymi przyjaciółkami!
I
tak dalej. Wyłączyłam się w trakcie tego entuzjastycznego przemówienia,
ponieważ o tym, jak cudowna jest jej siostrzenica, Vivi opowiadała mi już
jakieś 500 razy w czasie śniadań, obiadów, kolacji, spacerów…
I
kiedy weszłyśmy do pomieszczenia, moim oczom ukazała się piękna kobieta,
otoczona wianuszkiem ludzi, którzy poprawiali jej makijaż, włosy i
rozprostowywali niewidoczne zmarszczki na zwiewnej, białej sukience.
Vivian
natychmiast ruszyła w jej stronę i za chwilę można było usłyszeć radosny śmiech
obu kobiet i cmokanie po policzkach. Wizażyści najwidoczniej zrozumieli, że to
na razie koniec ich pracy, bo rozbiegli się, każdy w swoją stronę.
Ja
tymczasem po raz pierwszy mogłam na własne oczy zobaczyć legendarną Fleur Charpentier.
Była
dokładnie taka, jak ją opisywano. Około 175cm wzrostu, z sięgającymi do ramion
złotoblond włosami, arystokratycznymi rysami twarzy oraz niesamowicie szczupłą,
żeby nie powiedzieć chudą, sylwetką. Jadeitowe oczy lśniły tak samo, jak jej
ciotki.
Innymi
słowy, była całkowitym przeciwieństwem mnie.
Wreszcie,
po kilku minutach francuskiego szczebiotu, usłyszałam słowa Vivian.
-
Kochanie, pozwól, że przedstawię Ci chrześnicę Leona, o której tyle Ci mówiłam
podczas ostatniego spotkania. – „No proszę, czyli nie tylko ja byłam dręczona
tymi historyjkami.” – pomyślałam.
- Rozalio, to jest Fleur.
2
belle
z fr. piękna;
Zrobiłam
dwa kroki w ich kierunku, Fleur zrobiła to samo i uścisnęłyśmy sobie dłonie.
-
Bardzo miło mi Cię poznać, rzeczywiście, dużo o Tobie słyszałam. Przyjmij
również moje kondolencje z powodu Twojej mamy.
Nie
bardzo wiedząc, jak zareagować po usłyszeniu tych znienawidzonych przeze mnie
słów, mruknęłam grzecznie:
-
Dziękuję. Również miło mi Cię poznać – i wysunęłam dłoń z jej uścisku. Viv
chyba zauważyła napięcie wiszące w powietrzu, bo nieco zbyt entuzjastycznym
tonem zapytała, gdzie podziewa się Laider. Również byłam ciekawa. Chciałam
bowiem zobaczyć, jakiemu facetowi będę współczuć przyszłości z Panną Blondyną.
Nie
patrzcie tak, przecież mówiłam, że jej nie lubię. Widząc jej idealną twarz
znielubiłam ją jeszcze mocniej, w końcu jestem tylko dziewczyną ze swoimi
kompleksami.
Zanim
jednak perfekcyjna Fleur zdążyła odpowiedzieć, gdzie jest jej, zapewne również
perfekcyjny, narzeczony, usłyszeliśmy jak ktoś zawołał imię Vivian z drugiego
końca pomieszczenia, gdzie znajdowały się miejsca wyznaczone na przebieralnie
(wywnioskowałam tak z plakatu, który mówił PRZEBIERALNIE, przyklejonego do
parawanu; jestem drugim Sherlockiem, o tak!).
-
Piękna Vivi! Już nie mogłem się doczekać, kiedy o mnie zapytasz.
Viv
zaczęła się śmiać, podobnie jak Fleur, a ja stałam, przeszywana ciarkami na
dźwięk jego głosu. Brzmiał cudownie, nisko, męsko i dźwięcznie, jak połączenie
Chad’a Kroeger’a i Sean’a Connery’ego3 i co najdziwniejsze… miał
brytyjski akcent. Tak silny, że zniekształcał słowa. Nigdy nie pomyślałam o
tym, że facet Fleur może nie być Francuzem, choć może jego nazwisko powinno dać
mi do myślenia. Teraz jednak byłam pewna, że był wyspiarzem, bo uważałam się za
swego rodzaju eksperta jeśli chodzi o rozpoznawanie akcentów. Strzelając w
ciemno, stawiałam, że był Walijczykiem bądź Irlandczykiem.
A teraz nazwijcie mnie 200-procentową
dziewczyną, bo wszystkie te przemyślenia wyparowały z mojej głowy w chwili, w
której pierwszy raz zobaczyłam Laider’a. Jeśli wam to coś powie, to wyglądał
lepiej, niż brzmiał.
3
Chad Kroeger – wokalista rockowy, lider
grupy Nickelback; Sean Connery – szkocki aktor, znany m.in. z roli Agenta 007;
Wyszedł
z przebieralni w czarnych dżinsach i w koszuli o tym samym kolorze.
Miedziano-złoto-brązowe włosy były ułożone w kontrolowany nieład, a blado
niebieskie oczy błyszczały wesoło, komponując się z zawadiackim uśmiechem,
który gościł na jego pełnych ustach.
Ześlijcie
mnie za to do piekła, ale zachłysnęłam się każdą ciętą ripostą, którą miałam
dla niego przygotowaną. To chyba pierwszy raz, kiedy zaniemówiłam na widok
faceta.
Vivian
pocałowała go w oba policzki, narzekając, że powinien się ogolić, bo jego
zarost podrażni jej skórę, a ja, kierowana szóstym zmysłem, zerknęłam na Pannę
Perfekcyjną. Obserwowała mnie z lekko uniesioną brwią i z nikłym uśmiechem na
ustach. Cholera, miałam nadzieję, że moje wewnętrze uwielbienie dla wyglądu jej
przyszłego męża się nie uzewnętrzniło i nie było widoczne na mojej twarzy.
Natomiast,
nieświadoma tornada myśli i emocji, szalejącego w moim umyśle, Vivian
pociągnęła mężczyznę w moją stronę i wtedy, po raz pierwszy, nasze spojrzenia
się skrzyżowały.
Od
razu zauważyłam, jak uśmiech ściera się z jego twarzy. Ja zagryzłam wnętrze
policzka, a on przeniósł wzrok na swoją olśniewającą narzeczoną, umalowaną,
uczesaną i ubraną w piękną sukienkę oraz buty na cienkiej szpilce, a potem
ponownie na mnie, z włosami roztrzepanymi od wiatru, w trampkach i w
wyzywającym T-shircie z podwiniętymi rękawkami. Nagle poczułam się brzydka.
Po
chwili milczenia wyciągnął zadbaną (i naprawę ogromną) dłoń w moją stronę.
-
Miło w końcu Cię spotkać, Rozalio. Dużo
się o Tobie słyszało ostatnimi czasy.
Bardzo
starał się, żeby moje imię nie zabrzmiało jak Rosalie. Może wcześniej ćwiczył
przed lustrem, ha, ha.
Wzięłam
głęboki oddech, zanim nerwy całkowicie przejęły władzę nad moim ciałem i
wysiliłam się na uśmiech, po czym uścisnęłam jego dłoń. Poczułam zgrubienia na
opuszkach jego palców.
-
Mi również jest miło – wydukałam, rozpaczliwie potrzebując koła ratunkowego,
ponieważ tonęłam w oceanach jego tęczówek. W jasnym świetle wyglądały na tak
blade, że prawie szare, pomijając ciemne obwódki. Na szczęście kołem ratunkowym
okazał się mój język, działając bezwarunkowo. – Niestety ja za wiele o Tobie nie
słyszałam, a przecież to Ty jesteś tym sławnym – westchnęłam, jakby z zawodem i
uwolniłam swoją dłoń z jego. – Mam nadzieję, że mi to wybaczysz – dokończyłam,
wreszcie obdarzając go prawdziwym uśmiechem. Ok, tak naprawdę to wyszczerzyłam
się na widok mięśni drgających w jego szczęce, kiedy zacisnął zęby. „Ojoj, nie
denerwuj się, kochanie, bo zbrzydniesz.” – pomyślałam wrednie, po czym
wymówiłam się obowiązkami i wyszłam na zewnątrz.
Dopiero
tam wzięłam normalny, głęboki oddech. Chociaż to było żenujące, jak wielkie
wrażenie wywarł na mnie ten facet, to byłam zadowolona z siebie, że mimo
wszystko potrafiłam z niego zakpić.
Roza
– 1, Laider – 0.
I
nagle, całkiem nieproszenie, odezwał się w mojej głowie głos niepokojąco
przypominający Kaśkę: „ Jeśli kogoś nie polubisz, to z uśmiechem podrywaj
chłopaka tej zdziry.” Prawie wybuchnęłam śmiechem, wyobrażając sobie, co ona
zrobiłaby, żeby zdobyć faceta, który jej się podoba.
Oczywiście,
ja nie posunęłabym się do czegoś takiego, nie ważne, jak odpychająca była Fleur
i pociągający Laider. „Oczywiście, że nie” – myślałam, przeczesując włosy
palcami.
Chociaż,
z drugiej strony…
Autor: Noctia „Nox” Suavis
Korekta: Blooooondi

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz